Nie piszę

Nie piszę, żeby przekazać wiedzę. A już na pewno nie przede wszystkim dlatego.

Piszę, żeby ktoś – choć na chwilę – zatrzymał się. W sobie.

Długo myślałem, że trzeba pisać mądrze. Że warto mieć coś do powiedzenia. Że tekst powinien „dawać wartość”.

Dziś czuję to inaczej.

Piszę wtedy, kiedy coś we mnie chce zostać wypowiedziane. Nie z głowy. Z miejsca, które jest trochę głębiej.

Bo ja też wiele rzeczy rozumiem. A jednak bywają momenty, kiedy to nie ma znaczenia.

Kiedy ciało jest napięte.
Kiedy coś ściska w środku.
Kiedy trudno być blisko – siebie albo drugiego człowieka.

I wtedy wiem, że sama wiedza nie wystarcza.

Może dlatego te słowa są takie, jakie są.

Trochę wolniejsze.
Trochę bardziej miękkie.
Z przerwami.

Z oddechem

Bo ja sam ich czasem potrzebuję.

Nie piszę więc, żeby coś udowodnić. Ani żeby kogokolwiek przekonać.

Piszę, bo wierzę, że gdzieś po drugiej stronie jest ktoś, kto przeczyta jedno zdanie…
i poczuje:

„to jest o mnie”.

I to wystarczy.

Bo czasem właśnie od tego zaczyna się coś ważnego.

Od jednego momentu bycia bliżej siebie.